Krótka historia o mianowaniu – czyli z literą prawa spółdzielni nie po drodze

Przez ostatnie dwudziestolecie, zarządy spółdzielni mieszkaniowych opanowały niemal do perfekcji sposoby długoletnich rządów, dziedziczenia stanowisk oraz obsadzania wolnych wakatów ludźmi z tak zwanego „klucza”. Dzięki temu prezesi mogli zapewnić sobie i bliskim olbrzymie wpływy pochodzące z funduszy oraz majątku spółdzielców, intratne kontrakty finansowe, bajońskie zarobki. Żyć i nie umierać! Czy mechanizm dożywotnich rządów prezesów jest skomplikowany? Nic bardziej mylnego. Zarządy spółdzielni, dysponując majątkiem mieszkańców, typowały spośród członków spółdzielni osoby, które później, przy aprobacie i kampanii sponsorowanej przez Zarząd, zostawały członkami Rady Nadzorczej. Najczęściej były to osoby spolegliwe, nieudolne, nie mające swojego zdania, które za niewielkie względy i wpływy były posłuszne swoim chlebodawcom. Zarząd wybierał prosto – najlepiej aby była to osoba mierna ale wierna. Mając taki organ nadzorczy Zarządy spółdzielni mogły hulać bez końca.
Czy podobna sytuacja miała miejsce w KSM Na Skarpie? Można odnieść wrażenie pewnej prawidłowości i prawdopodobieństwa działań Zarządu i Rady Nadzorczej. Przypomnijmy sobie dzieje prezesa zarządu KSM Na Skarpie – Stanisława Górawskiego. Wybrany w 1990 roku, niemal przez 25 lat „służył” spółdzielcom. Dopiero powstanie Grupy Skarpa wspieranej przez liczną grupę mieszkańców w 2015r. doprowadziło do tego, że udało się pożegnać prezesa, który przez dwa lata pozostawał bez absolutorium. Co najciekawsze, odchodzący prezes namaścił na swojego następcę wiernego „współpracownika”- Leszka Ślipka. W swoje pysze zapomniał o podstawowej zasadzie spółdzielczej – że wybory winny odbywać się w sposób demokratyczny. Czy przeszkodziło to jednak w wyborze L. Ślipka na prezesa? Jak wiemy nie. Ówczesna przewodnicząca Rady Nadzorczej Teresa Labisch oznajmiła jedynie podczas posiedzenia Rady, że wpłynęło pismo P. Leszka Ślipka który chce zostać prezesem spółdzielni. Prezydium Rady, w tym T. Labisch, pomimo zastrzeżeń części członków Rady Nadzorczej stwierdziło, że jest to odpowiedni kandydat i stosunkiem głosów 8 „za” (zwolennicy zarządu) 5 „przeciw” (członkowie Grupy Skarpa) wskazana przez S. Górawskiego osoba wybrana została na prezesa spółdzielni KSM Na Skarpie. W podobnych okolicznościach wybrano E. Pucułę – zastępcę członka zarządu ds. ekonomicznych. Czy takie postępowanie było zgodne z prawem? Wg oceny członków Grupy Skarpa – stanowczo nie.
Nie godząc się na takie postępowanie, członkowie Grupy Skarpa złożyli w dniu 12 października 2015r. w Sądzie Okręgowym w Koszalinie pozew o ustalenie nieważności uchwały Rady Nadzorczej KSM Na Skarpie w sprawie powołania Ewy Pucuły na członka Zarządu KSM Na Skarpie na stanowisko zastępcy-prezesa ds. ekonomiczno-finansowych. Powództwo oparte zostało na naruszeniu czterech podstawowych kwestii zapisanych w przepisach prawa spółdzielczego oraz Kodeksu Pracy tj.:

1) naruszanie art. 35 § 2 Prawa Spółdzielczego poprzez powołanie członka zarządu zamiast jego wyboru spośród nieograniczonej liczby kandydatów
2) naruszanie art. 18 § 2 pkt. 2 w zw. z art. 35 § 1 pkt.3 Prawa Spółdzielczego poprzez uniemożliwienie i ograniczenie członkom spółdzielni biernego prawa wyborczego do organów spółdzielni
3) naruszanie art. 18 § 1 Prawa Spółdzielczego poprzez nierówne traktowanie wszystkich członków spółdzielni
4) naruszanie art. 68 § 11 Kodeksu Pracy w zw. z art. 52 § 1 ustawy – Prawo spółdzielcze poprzez uznanie, że przepis art. 52 § 1 Prawo spółdzielcze jest przepisem odrębnym w rozumieniu art. 68 § 1 Kodeksu Pracy
Przypomnieć należy fundamentalne zasady zawarte w Ustawie Prawo Spółdzielcze. Po pierwsze: wybory do Zarządu winny odbywać się z nieograniczonej liczby kandydatów (art. 35 § 2). Po drugie: każdy z członków spółdzielni ma bierne prawo wyborcze i może być wybieranym do Zarządu (art. 18 § 2 pkt. 2).

Jak widać przewodniczej Rady Nadzorczej – Teresie Labisch te przepisy nie przeszkadzały. Nasuwa się pytanie: dlaczego? Sami Państwo oceńcie…

Puentując całą sytuację, możemy zobaczyć jakie jest skrzywienie pojęcia demokracji spółdzielczej na przestrzeni ostatnich lat. Łamanie demokratycznych zasad, naginanie prawa do własnych celów, oszukiwanie właścicieli i ich uprzedmiotowienie itd. To jedne z wielu przykładów, które można tutaj przytoczyć. Smutny to fakt, że stało się to pewnego rodzaju normą w spółdzielniach. Tym bardziej jest to przykry fakt, że dotyczy on również w jakieś części naszej spółdzielni „Na Skarpie”. Trudno jest obojętnie przejść wobec zachowań, które są w niezgodne z obowiązującymi regulaminami czy statutem. Godzą one nie tylko w samą spółdzielnię, ale również bezpośrednio w spółdzielców. Ciężko pogodzić się również z faktem, że decyzje bywają podejmowane z tak wielką ignorancją oraz brakiem poszanowania dla obowiązującego prawa (o braku wiedzy w tym zakresie nie wspomnimy). Wielokrotnie wskazywaliśmy, że podnoszenie ręki czy podejmowanie decyzji w imieniu większości, wiązać się musi z odpowiedzialnością, w tym materialną. Wszyscy pamiętamy, efekty i przykłady nieudolnych decyzji, które kończyły się w sądach i każdy na własnej skórze poczuł irracjonalność tego co było wyprawiane wcześniej. Wracając do meritum sprawy, sposób w jaki został wykreowany obecny Zarząd, wymaga natychmiastowej interwencji i naprawienia tego błędu. To już  nie tylko kpina z regulaminu czy statutu, to również kpina ze spółdzielców oraz ich praw. Grupa Skarpa stając na straży przestrzegania tego prawa, została zmuszona, do podjęcia działań w ochronie istotnych interesów spółdzielców oraz całej spółdzielni. Pokładamy nadzieję w sprawnym i transparentnym przeprowadzeniu postępowania sądowego.

Zespół Grupy Skarpa

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły prasowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Krótka historia o mianowaniu – czyli z literą prawa spółdzielni nie po drodze

  1. Mirek pisze:

    Trafne spostrzezenia. Przyglądając sie skladom rady widze duzo prawdy w tym co piszecie. Trzeba duzo determinacji aby z nimi wygrac. Mieszkancy sa z wami

    • Janusz pisze:

      Tak, ja też kibicuję i trzymam kciuki, pójdę w ty roku na Walne i zagłosuję za kandydatami z Grupy Skarpa bo na razie są w mniejszości i jak widać z protokołów ich wszystkie dobre pomysły są przegłosowywane przez starą część rady będącą w większości.
      Nowe lepsze musi w końcu nadejść…

      • Prawdziwa Krystynka pisze:

        Tak, czytałam te projekty uchwał – jak tylko Grupa Skarpa na radzie nadzorczej wnosi coś co może wpłynąć na obniżenie kosztów, to jest przegłosowane – na „nie” przez 8 osób ze starej rady.

    • Jacek pisze:

      Jako stosunkowo młody członek spółdzielni od niedawna przyglądam się temu co się dzieje. Śmieszne, że ludzie przez lata zasiadający w organach naszej spółdzielni mają jeszcze odwagę podnosić głowę i wypowiadać się na forach. Ja bym się spalił ze wstydu. No cóż ale to trzeba mieć honor.

  2. Spiderski pisze:

    Tylko jak ludzie podejdą w tym roku do pomocy Grupie Skarpa – tego nikt nie wie. Wytykano ile to można na czym zaoszczędzić, zmieniając uchwały, Zarząd i co, i wszyscy podostawali od stycznia podwyżki (35 zł na czynszu za 55 m2 to bardzo dużo). Ja czynszu mam więcej niż w KTBSach mają, a miało być tak pięknie. Ale i tak jestem z wami…..

  3. kto kieruje naszą Radą Nadzorczą- przew. TL + 7 wiernych pudli=8 osób, GS-6 osób. Co z tego, że te 7 pudli dużo nam obiecywało, co z tego, że ta pani dyrektor z UM tez dużo nam obiecywała jak to nas będzie bronić, jak to będzie rozliczać zarząd itd.- żadne z nich chyba nawet nie wie, że łamią prawo w randze Ustawy, gdzie są zapisane kompetencje RN: Co to jest rada nadzorcza i jakie są jej kompetencje?
    Rada nadzorcza jest organem kontrolnym; sprawuje nadzór i kontrolę nad działalnością spółdzielni, wykonywaną przez zarząd. Członkowie rady wybierani są spośród członków spółdzielni przez walne zgromadzenie lub zebranie przedstawicieli albo przez zebrania grup członkowskich. Minimalny skład rady nadzorczej to trzech członków.
    Do zakresu działania rady należy:
    – uchwalanie planów gospodarczych i programów działalności społecznej i kulturalnej spółdzielni;
    -nadzór i kontrola działalności spółdzielni poprzez:
    – badanie okresowych sprawozdań i sprawozdań finansowych zarządu;
    – dokonywanie okresowych ocen wykonywania przez spółdzielnię jej zadań gospodarczych, ze szczególnym uwzględnieniem przestrzegania przez spółdzielnię praw jej członków;
    -przeprowadzanie kontroli nad sposobem załatwiania przez zarząd wniosków innych organów spółdzielni i jej członków;
    -podejmowanie uchwał w sprawie nabycia i obciążenia nieruchomości oraz nabycia zakładu lub innej jednostki organizacyjnej;
    -podejmowanie uchwał w sprawie przystępowania do organizacji społecznych oraz występowania z nich;
    -zatwierdzanie struktury organizacyjne spółdzielni;
    -rozpatrywanie skarg na działalność zarządu;
    -wybór członków zarządu, jeżeli statut nie przewiduje kompetencji walnego zgromadzenia w tej kwestii;
    -składanie walnemu zgromadzeniu sprawozdań zawierających w szczególności wyniki kontroli i ocenę sprawozdań finansowych;
    -podejmowanie uchwał w sprawach czynności prawnych dokonywanych między spółdzielnią a członkiem zarządu lub dokonywanych przez spółdzielnią w interesie członka zarządu oraz reprezentowanie spółdzielni przy tych czynnościach; do reprezentowania spółdzielni wystarczy dwóch członków rady przez nią upoważnionych.
    Statut może przekazać również inne uprawnienia radzie, może także część lub wszystkie uprawnienia dotyczące planów gospodarczych, nabywania nieruchomości oraz zatwierdzania struktury organizacyjnej przekazać do wyłącznej właściwości walnego zgromadzenia. Najważniejsze jednak uprawnienia rady mają charakter kontrolny i nadzorczy. Aby więc rada mogła realnie spełniać swoją funkcję ma także prawo żądać od zarządu, członków oraz pracowników spółdzielni wszelkich sprawozdań i wyjaśnień, ma prawo przeglądać księgi i dokumenty oraz sprawdzać bezpośrednio stan majątku spółdzielni.

  4. witam wszystkich, chciałbym to wszystko skomentować, nie mogę- bo, mam sądowy zakaz „udzielania się w internecie” z powództwo p. przew. rady nadzorczej KSM „Na Skarpie” p. Teresy Labisch- pierwsza sprawa 2.02. – jeżeli są zainteresowani, to podaję swój adres mailowy: [email protected] – trzymam kciuki za Grupę Skarpa- musicie skruszyć ten „beton”.
    Z pozdro. Kazimierz

  5. Karol pisze:

    Od pewnego czasu czytam i staram sie sledzicco sie dzieje w SM i widze ze to jest niezly cyrk. Piszac pudelki obraza sie psy .
    Bardziej pasuje „pigs at the trough”

  6. Krystynka pisze:

    Może nie skasujecie tym razem tekstu.Może nie warto

    Informuję,ze w dniu 02.02.2016 r. przed

    Sądem Okręgowym z powództwa Teresy Labisch -Przewodniczącej Rady Nadzorczej

    została Zawarta

    Ugoda Sądowa o treści:

    Pozwany Kazimierz Łoszajć (PESEL 50091205538) zobowiązuje się zaniechać naruszania dóbr osobistych powódki Teresy Labisch poprzez zamieszczanie na forach internetowych nieprawdziwych informacji i komentarzy dyskredytujących powódkę, jak również poprzez kierowanie na jej służbową skrzynkę e-mailową obrażających
    ją wiadomości.

    Pozwany Kazimierz Łoszajć zobowiązuje się w terminie 7 dni do zamieszczenia na stronie serwisu internetowego http://www.gk24.pl oraz rozesłanie do adresatów wiadomości wskazanych w punkcie 1a pozwu z dnia 21 września 2015 r. oświadczenia
    o następującej treści:

    „Ja, Kazimierz Łoszajć, przepraszam Panią Teresę Labisch – Przewodniczącą Rady Nadzorczej Koszalińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Na Skarpie, dyrektora Wydziału Nieruchomości Urzędu Miejskiego w Koszalinie za naruszenie jej dóbr osobistych
    w postaci jej dobrego imienia i godności, poprzez obrażanie jej i rozpowszechnianie drogą e-mailową oraz na portalu internetowym Gazety Koszalińskiej nieprawdziwych informacji na jej temat, w szczególności za podważanie jej wiedzy i kompetencji
    do sprawowanego stanowiska.”.

    Powódka Teresa Labisch wyraża zgodę na powyższe.

    Strony zgodnie oświadczają, iż niniejsza ugoda kończy spór w sprawie.

    Pozwany Kazimierz Łoszajć zobowiązuje się zapłacić powódce kwotę 300,- zł tytułem zwrotu kosztów zastępstwa procesowego.

    • do Krystynki pisze:

      czy podawanie danych osobowych: Pozwany Kazimierz Łoszajć (PESEL 50091205538) – jest zgodne z prawem?

    • do Krystynki pisze:

      czy podawanie danych osobowych: Pozwany Kazimierz Łoszajć (PESEL 50091205538) – jest zgodne z prawem?- czy nie są to tzw dane wraźliwe- kto na tym się zna- to niech tu napisze

      • kumaty pisze:

        Stanowisko GIODO:

        Numer ewidencyjny PESEL występując samodzielnie, w świetle definicji danych zawartej w ustawie o ochronie danych osobowych, nie jest informacją umożliwiającą identyfikację określonej osoby, mimo, że zawiera dane o urodzeniu tej osoby, jej numer porządkowy i liczbę kontrolną. Gdyby jednak numer ten występował wraz z imieniem i nazwiskiem, wówczas, znalazłyby zastosowanie przepisy ustawy o ochronie danych osobowych.

  7. Krystynka pisze:

    Mam nadzieję,ze nie zostanie usunięty wpis jak zawsze tym bardziej,że poszedł już dalej.Zobaczymy i poczekamy

    • Do Krystynki, Kazimierz Łoszajć- jak widzi pani wpis jest- nie ma czym się martwić: „Mam nadzieję,ze nie zostanie usunięty wpis jak zawsze tym bardziej,że poszedł już dalej.Zobaczymy i poczekamy”. Co chce pani zobaczyć i na co poczekać?. Bardziej jest zdumiewające dla mnie, kto tego wpisu dokonał, bo przy ugodzie były tylko 4 osoby: sąd, ja jako pozwany oraz powódka z pełnom.- sąd wykluczam, siebie też, bo mam czas do jutra- czyli zostaje nam kto?. Informuję panią, że ugoda nastąpiła nie ze strachu przed p. TL, ale z powodu usilnych próśb mojej ukochanej żony, która to bardzo odczuwała na swym zdrowiu i aby jej nie narażać na uszczerbek, tak postąpiłem jak postąpiłem. Jednak niech tak bardzo pani się nie cieszy, bo są jeszcze inni, którzy jak mniemam mnie z sukcesem zastąpią, bo w tej SM jest jeszcze dużo do posprzątania.
      Mimo, że nie darzy mnie pani sympatią to ja Kazimierz życzę pani wiele pomyślności i zdrowia, aby miała pani dalej siły wypisywać takie różne głupoty.

  8. Mirek pisze:

    Panie Kazimierzu, jak czytałem komentarze to w większości je popierałem. Proszę się nie przejmować T. Labisch i jej córką. Dziwi mnie jedynie fakt, że skoro T. Labisch ma córkę prawniczke to nigdy nie poradziła się jej odnośnie zgodności z prawem regulaminu rozliczenia za centralne ogrzewanie. Przecież ona go m.in. uchwaliła. A jak wiemy regulamin ten umożliwiał bezprawne i karygodne doliczanie do opłat za c.o. kosztów zarządzania. Przez lata było to blisko 4 miliony złotych (sic!).
    A z wyborami do rady nadzorczej jak było: też cyrk.
    Dlatego proszę się nie przejmować. Skoro na sali byliście tylko w 4 osoby to widać, że Ona też lubi pisać po forach. Co więcej jeżeli pisze na tym to oznacza że je czyta. I dobrze. Może przemyśli parę spraw i się zmieni.
    A pisać prawdę o niej dalej Pan może. Tego nikt Panu zabronić nie może.
    Sąd jasno określił, że nie może Pan tylko podawać nieprawdziwych komentarzy. Powodzenia Panie Kazimierzu 🙂

  9. Krystynko, poczytaj sobie- idzie nowe- już niedługo zawita też do Koszalina.
    akt. 06.02.2016, 11:36
    Zbigniew Ziobro dla „Do Rzeczy”: Bać się mają bandyci, a nie uczciwi ludzie.
    Z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą rozmawia Cezary Gmyz
    Cezary Gmyz: Czy reformując wymiar sprawiedliwości, chce pan zyskać nieograniczoną władzę?
    Zbigniew Ziobro: Dotrzymywanie słowa jest dla mnie cnotą. Daliśmy słowo, że jeśli wygramy wybory, to będziemy dążyć do ponownego połączenie urzędu prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Obiecaliśmy również, że przywrócimy podległość prokuratury władzy wykonawczej, czyli że rząd będzie miał narzędzia do realizacji swojej polityki w zakresie bezpieczeństwa obywateli. Dostaniemy wtedy rzeczywiście potężne instrumenty. Instrumenty, których użyjemy, by zwiększyć poczucie bezpieczeństwa Polaków. Z drugiej strony bierzemy też na siebie odpowiedzialność, od której nie chcemy się uchylać.

    Opozycja zarzuca, że szef prokuratury i zarazem minister będzie mógł ręcznie sterować śledztwami.

    – Projekt tak zwanej niezależnej prokuratury poniósł porażkę w każdym wymiarze. Również w wymiarze apolityczności. Liczne przykłady pokazują, że ta „niezależna” prokuratura była od polityki bardzo zależna. Wystarczy przywołać sprawę prokuratora z Białegostoku – odebrał on śledztwo innemu prokuratorowi, który wydał postanowienie o przedstawieniu zarzutów wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy w związku z aferą hazardową. Podobnie było w przypadku prokuratury w Katowicach. Tam prokurator postawił zarzuty wiceministrowi finansów Andrzejowi Parafianowiczowi. Jednak i w tym przypadku śledztwo zostało odebrane prokuratorowi, a następnie umorzone. Najnowszy przykład związany jest ze sprawą Trybunału Konstytucyjnego. Prokuratura wszczęła postępowanie w związku z terminem publikacji wyroku. Poprzednicy minister Beaty Kempy nie publikowali orzeczeń Trybunału o wiele dłużej, ale prokuratura nigdy się tym nie zainteresowała. Była to de facto próba wywarcia presji na rząd, aby opublikował to orzeczenie jak najszybciej. To przecież polityka w najczystszej postaci. Z drugiej strony mamy dziesiątki przykładów zdumiewającej bierności prokuratury w sprawach, w których pojawiali się politycy Platformy czy PSL. Niezależność prokuratury za minionych rządów była fikcją. My stawiamy sprawę jasno: minister sprawiedliwości bierze na siebie odpowiedzialność za każdą sprawę. Również taką, w której pojawiają się politycy. Nawet gdyby przestępstwa mieli się dopuścić ludzie z jego własnego obozu politycznego. Sprawnie działająca prokuratura musi mieć odwagę, przy wsparciu ministra, by takie sprawy wyjaśniać, a nie jak było to dotychczas – zamiatać je pod dywan.

    Jako prokurator generalny będzie pan mógł wydać każdemu prokuratorowi w kraju dowolne polecenie. To potężne narzędzie, które może służyć na przykład zwalczaniu opozycji.

    – Dziś mamy do czynienia z sytuacją, w której na prokuratorów wywiera się naciski w sposób nieformalny, zakulisowy. Ci zaś, którzy dopuszczają się takich nacisków, pozostają w cieniu. My wprowadzamy zasadę, że prokurator przełożony, jeśli zmieni decyzję podwładnego, to musi to czynić otwarcie i brać za to pełną odpowiedzialność. Będzie to rozwiązanie transparentne w odróżnieniu od tego, co mamy teraz, kiedy rozmaite koterie mają nieformalny wpływ na postępowania. To, co proponuję, jest rozwiązaniem w pełni demokratycznym. Takie uprawnienia ma na przykład minister sprawiedliwości Austrii. Władza wykonawcza, która chce skutecznie zwalczać przestępczość, musi mieć do tego odpowiednie narzędzia. Nie może być tak, że rząd, na który konstytucja nakłada dbałość o bezpieczeństwo, umywa ręce i mówi: to nie my, prokuratura jest niezależna, a nieformalnie i tak na nią oddziałuje.

    Niektóre rozwiązania wyglądają jednak, jakby były napisane pod konkretnego prokuratora generalnego – Zbigniewa Ziobrę. Choćby przepis pozwalający decydować o udostępnianiu akt dowolnej osobie. Przypomnijmy, że swego czasu kazał pan pokazać akta afery paliwowej Jarosławowi Kaczyńskiemu.

    – Jak pan doskonale pamięta, sprawa udostępniania akt afery paliwowej była przedmiotem osobnego śledztwa. Minister Ćwiąkalski, który był równocześnie prokuratorem generalnym, musiał przełknąć gorzką pigułkę, bo sprawę umorzyli podlegli mu prokuratorzy. Ich decyzję o umorzeniu podtrzymał sąd, stwierdzając, że moje działania były zgodne z prawem. Uważam, że politycy i urzędnicy zawsze powinni działać przejrzyście, dlatego właśnie powstał ten konkretny zapis.

    Nowelizacja ustawy o prokuraturze znosi kadencje szefów jednostek prokuratury. Opozycja uważa to za zamach na niezależność prokuratorów.

    – Dlaczego nie ma kadencyjności w policji czy służbach specjalnych? Nikomu nie przyszło to nawet do głowy. Ponieważ państwo przestałoby działać. Prokurator generalny Andrzej Seremet był bezradny w sprawie Amber Gold. Nie mógł również przez wiele miesięcy odwołać osób odpowiedzialnych za nieprawidłowości szefa w prokuraturze rejonowej w Tczewie, w której tę aferę zamiatano pod dywan. Próba odwołania prokuratora okręgowego, który nadzorował Tczew, nie została nawet podjęta, bo nie dałoby się tego przeprowadzić przez Krajową Radę Prokuratury, która w sprawach personalnych – kierując się korporacyjnym interesem – wiązała ręce zwierzchnikowi prokuratury. Prokurator generalny powinien mieć instrumenty, które pozwolą na skuteczne egzekwowanie odpowiedzialności prokuratorów, jeśli czegoś nie dopatrzą lub kiedy popełnią przestępstwo. Kiedy byłem prokuratorem generalnym, nie miałem wątpliwości, by odwoływać szefów jednostek, którzy dopuścili się zaniedbań. To działało dyscyplinująco. Jak nie ma kota, to myszy harcują… Jeśli szef jednostki będzie tolerował nieprawidłowości, to będzie mógł zostać odwołany. Jeśli ktoś będzie tolerował sytuacje, że podlegli mu prokuratorzy wnioskują o niskie kary np. za zabójstwa i inne ciężkie przestępstwa, to ja tego nie będę tolerował. Prokurator generalny ma obowiązek dbać o bezpieczeństwo obywateli, a nie dobre samopoczucie prokuratorów. Chodzi o to, by ostatecznie bali się bandyci, nie zaś uczciwi obywatele.

    Zamiast prokuratur apelacyjnych mają się pojawić prokuratury regionalne. Czy to tylko zmiana szyldu?

    – Nie. Zmieniamy bardzo wiele. Do tej pory prokuratury apelacyjne zajmowały się głównie organizacją pracy i formalnym nadzorem. Chcemy ograniczyć nadzór, a prokuratorów skierować do tego, co jest głównym zadaniem prokuratury – do prowadzenia śledztw. Chcemy, by prokuratury regionalne były odpowiedzialne za najważniejsze sprawy. Dlatego zamierzamy powołać w nich wydziały do zwalczania przestępczości gospodarczej. W prokuraturach regionalnych trzeba będzie przebudować kadry. Nie każdy prokurator jest przygotowany, by prowadzić skomplikowane, wielowątkowe śledztwa dotyczące afer, na przykład VAT-owskiej. Do tego trzeba bardzo specjalistycznej wiedzy.

    Czym się będzie zajmowała planowana Prokuratura Krajowa?

    – To nie będzie nowy szczebel prokuratury. Prokuratora Krajowa przejmie zadania dzisiejszej Prokuratury Generalnej. Planujemy jednak, że będzie miała szersze zadania. Prokuratorzy na każdym szczeblu, również tym najwyższym, muszą prowadzić śledztwa. To ich główne zadanie. Stąd ograniczymy do niezbędnego minimum wszystkie te wydziały, które śledztw nie prowadziły. Na szczeblu Prokuratury Krajowej powstanie specjalny wydział wewnętrzny, którego głównym zadaniem będzie ściganie tych prokuratorów czy sędziów, którzy dopuszczają się przestępstw. W tej chwili mamy do czynienia z sytuacją patologiczną, kiedy interesy korporacyjne sprawiają, że bardzo ciężko jest doprowadzić do uchylenia immunitetu prokuratorowi lub sędziemu. Sam pan to chyba wie najlepiej, bo odmówiono uchylenia immunitetów prokuratorom, którzy trzymali w aktach stenogramy z podsłuchanej rozmowy pana z dziennikarzem TVN Bogdanem Rymanowskim. Jednak głównym zadaniem tego nowego wydziału będzie zwalczanie skorumpowanych prokuratorów. Korupcję będziemy zwalczać z całą bezwzględnością.

    Co z pionem do zwalczania przestępczości gospodarczej?

    – Wraca na najwyższy szczebel prokuratury. Wydziały PZ będą miały również swoje wydziały zamiejscowe. Nie będą one jednak podlegać prokuratorom regionalnym, tak jak dotychczas podlegały apelacyjnym. Będą one pod osobistym nadzorem prokuratora generalnego. To pozwoli na oderwanie ich od wpływu lokalnych koterii.

    Planuje pan też powoływanie specjalnych grup?

    – To prawda. Do wydziałów ds. przestępczości zorganizowanej będą trafiały najtrudniejsze sprawy, bardzo często o charakterze międzynarodowym. Planujemy tworzenie specjalnych zespołów, w których skład będą wchodzili nie tylko prokuratorzy, lecz także eksperci, np. z dziedziny finansów czy księgowości. Tego do tej pory nie było. Owszem, korzystano z pomocy biegłych, ale to wydłużało postępowania. Chcemy, by ściganie przestępczości zorganizowanej miało charakter interdyscyplinarny. Oczywiście członkowie tych zespołów będą też ściśle współpracować ze służbami specjalnymi i policją. Dzisiaj niestety prokurator, przystępując do skomplikowanego śledztwa, nierzadko działa trochę na chybił trafił. Przesłuchuje, licząc, że w zeznaniach pojawi się jakiś wątek, który będzie mógł rozwinąć. Często nie mając pojęcia, że policja czy służby specjalne mają już wiedzę na temat danej osoby lub przestępstwa. Po prostu przepływ informacji jest niewystarczający. Jeśli walka z najcięższymi przestępstwami ma być skuteczna, to musi istnieć ścisła kooperacja między organami, które je ścigają. Chcemy tutaj szeroko czerpać z rozwiązań włoskich. Prokuratura antymafijna, która tam działa, okazała się skuteczna, ponieważ potrafiła pracować właśnie w taki sposób, jaki my proponujemy. Kiedy dziewięć lat temu byłem w Mediolanie, tamtejsi prokuratorzy wskazali mi koordynację swoich działań jako jedno ze źródeł sukcesu. Dawniej, jak mówili, prokuratura widziała rozrzucone puzzle. Dzięki koordynacji i pozyskaniu wiedzy z różnych obszarów mogli złożyć te puzzle w spójny obraz. Kolejnym instrumentem była konfiskata majątku, również tego przenoszonego przez przestępców na osoby trzecie. To rozwiązanie też wprowadzimy.

    Dziś można przecież konfiskować majątek pochodzący z przestępstwa.

    – Tak, ale w obecnej formie jest to kompletnie nieskuteczne. Przestępcy bardzo często przepisują majątki na osoby trzecie, np. żony, z którymi mają rozdzielność majątkową, lub na konkubiny. Te zaś indagowane o źródła pochodzenia fortun oświadczają często, że pochodzi ona na przykład z nierządu. Chcemy ukrócić te społecznie szkodliwe praktyki, wprowadzając tzw. konfiskatę rozszerzoną. Jest to zresztą rozwiązanie, które musimy przyjąć, bo takie są normy europejskie. Inicjowałem prace nad tym rozwiązaniem w roku 2009 w Parlamencie Europejskim. Wracając jednak do innych metod zwalczania przestępczości zorganizowanej – to trzecim elementem będzie przebudowa instytucji świadka koronnego. Chcemy sięgnąć do rozwiązań amerykańskich, żeby ta metoda stała się znacznie skuteczniejsza niż do tej pory.

    Jak pan ocenia funkcjonowanie nowych zasad prowadzenia śledztw i procesu karnego?

    – Jest gorzej, niż myśleliśmy. Zarówno PiS, jak i SP protestowały przeciw tym rozwiązaniom przyjętym w poprzedniej kadencji przez rząd PO-PSL. W samej tylko apelacji warszawskiej liczba aktów oskarżenia wnoszonych do sądów spadła nawet o 70 proc. To nie jest zapaść, to katastrofa, bo przestępczość przecież wcale nie spadła. Jeśli chcielibyśmy nadal prowadzić postępowania karne w ten sposób, to mamy gwarantowany wzrost przestępczości, bo ta reforma była kompletnie oderwana od realiów. Pomysł, by sąd nie ustalał prawdy materialnej, czyli obiektywnej, tylko ustalał jakąś prawdę sądową w oparciu o to, co strony w sądzie przedstawią, to absurd. Nie jest to tylko nasze doświadczenie. Włosi, którzy podobne rozwiązania wprowadzili w roku 1988, teraz intensywnie pracują nad powrotem do wcześniejszych, sprawdzonych rozwiązań. Italia bije dziś bowiem rekordy, jeśli chodzi o przewlekłość postępowania karnego. I koalicja PO-PSL zafundowała nam ten eksperyment, wiedząc przecież, że we Włoszech zakończył się on katastrofą. Może to było zamierzone.

    W USA to zdaje egzamin.

    – Trzeba jednak pamiętać, że u nas wprowadzając „amerykański” proces, nie wprowadzono jednocześnie innych rozwiązań, które są skuteczne w USA. W Stanach Zjednoczonych oskarżony nie może kłamać, może tylko zachować prawo do milczenia. U nas kłamstwo oskarżonego rozumiane jest jako prawo do obrony. Jest nawet gorzej – niestety w Polsce bezkarnie może składać fałszywe zeznania również świadek. Wiemy, że Janusz Kaczmarek czy Ryszard Krauze złożyli fałszywe zeznania w tzw. aferze przeciekowej, ale nie ponieśli za to odpowiedzialności. I zaakceptował to Sąd Najwyższy. Z tego właśnie powodu wprowadzamy przepis, który nałoży na świadków obowiązek mówienia prawdy pod rygorem odpowiedzialności karnej.

    Co z tzw. zakazem używania owoców zatrutego drzewa, czyli dowodów pozyskanych nielegalnie?

    – Nadal będą obowiązywały zakazy dowodowe chroniące prawa obywatelskie. Nie będzie można podsłuchiwać bez decyzji sądu ani łamać tajemnicy zawodowej – dziennikarskiej czy obrończej. Jednak zniesiemy tzw. owoce zatrutego drzewa w formie, jaka ostatnio obowiązywała na skutek absurdalnego orzecznictwa. W Niemczech skazano prezesa Bayernu Monachium właśnie w oparciu o owoce zatrutego drzewa. Niemieckie służby specjalne skorumpowały pracownika jednego z banków, uzyskując dowody, które pozwoliły postawić tego człowieka przed sądem. U nas w tej chwili takiego dowodu nie można użyć. Gorzej, u nas gdyby złodziej został złapany z ukradzionym nagraniem przedstawiającym zabójstwo, to pewnie takie nagranie też zostałoby uznane za owoc zatrutego drzewa. Podobnie jest z nagraniami z afery podsłuchowej. Część osób uważa, że ponieważ zostały nagrane nielegalnie, to nie można ich użyć w sądzie, nawet jeśli dokumentują one przestępstwo. My to zmienimy.

    Za korupcję czy szpiegostwo nie grożą dziś w Polsce wysokie kary. Czy zmieni się też Kodeks karny?

    – Nad Kodeksem karnym jeszcze pracujemy. Co do zasady chcemy wprowadzić kary proporcjonalne do wagi przestępstwa. Nie może być tak, że ktoś, kto jest osobą upośledzoną, za to, że ukradnie wafelek, trafia za kraty, a aferzysta, który kradnie miliony, chodzi na wolności, bo należy do elity.

    A co z tzw. opiniami prywatnymi, które mogą pomagać winnym unikać odpowiedzialności?

    – Nie jestem ich przeciwnikiem. Sam korzystałem z opinii prywatnych przy wyjaśnianiu sprawy śmierci mojego ojca. To się jednak trochę zmieni. Sporządzenie opinii kłamliwej będzie zagrożone karą 10 lat więzienia. Nie może być tak, że podejrzany czy oskarżony kupi opinię, która zapewni mu bezkarność. Za fałszywe zeznania też będzie grozić surowsza kara. Dziś górną granicą są trzy lata więzienia, my chcemy wprowadzić zagrożenie do lat ośmiu.

    Rząd wdał się w spór z Trybunałem Konstytucyjnym. Czy nie obawia się pan, że zapowiadana reforma sądownictwa skłóci na dobre władzę wykonawczą z sądowniczą? Prezes Sądu Najwyższego Maria Gersdorf już wytyka, że egzekutywa rości sobie pretensje do władzy sądowniczej.

    – Odnosząc się do Trybunału Konstytucyjnego, muszę powiedzieć, że kiedy poprzednio stałem na czele resortu sprawiedliwości, mieliśmy duże problemy z wprowadzaniem reform, na które czekali obywatele. TK zablokował ustawę, która pozwalała szybko uchylać immunitety sędziom, i ograniczył zakres otwarcia zawodów prawniczych. Niektórych reform nawet nie zaczęliśmy, bo sędziowie TK dawali do zrozumienia, że je zablokują. Nie tak dawno Trybunał Konstytucyjny zablokował ministrowi sprawiedliwości możliwość ściągnięcia akt w celu ich zbadania. To czyni władzę szefa resortu sprawiedliwości, jeśli chodzi o sądy, całkowicie iluzoryczną. Jak minister ma zbadać skargę obywatela na sposób postępowania, jeśli nie może zapoznać się z aktami? Jest inaczej, niż twierdzi pani prezes Gersdorf. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy sądy, których mandat demokratyczny nie pochodzi z wyborów, często chciałyby pozostawać poza wszelką kontrolą. Tymczasem afery z udziałem sędziów często nie są wyjaśniane – chociażby ta z udziałem sędziego Henryka Pietrzkowskiego, który niestety nadal orzeka w Sądzie Najwyższym. Jesteśmy zdeterminowani, by uzdrowić polskie sądownictwo, i mamy do tego mandat demokratyczny. Bitwa o Trybunał Konstytucyjny jest bitwą o kształt polskiego sądownictwa. Nie cofniemy się ani o krok, bo dobre, sprawne i prawdziwie niezawisłe sądownictwo to fundament demokracji. Bez niego nie ma zdrowego państwa…

    Jak zatem zostanie zreformowane sądownictwo?

    – Chcemy wzmocnić niezawisłość sędziowską. Dziś jest ona rozumiana przede wszystkim jako niezawisłość od czynników zewnętrznych. My chcemy dać sędziom niezawisłość również od czynników wewnętrznych. Zakładamy ograniczenie wpływu sędziów funkcyjnych – np. prezesów czy przewodniczących wydziałów. Problemem polskich sądów są koterie i grupy wpływu. Chcemy ukrócić takie praktyki jak w przypadku Mariusza Kamińskiego. Tę sprawę powierzono konkretnemu sędziemu z pominięciem kolejności przydzielania spraw wynikającej z ustawy. Niestety sędzia ten wydał kuriozalny wyrok. Prowadzenie przez sędziego konkretnej sprawy musi być transparentne i jawne dla stron. Rozważamy reformę obecnej struktury sądownictwa po to, by sędziowie dobrze pracujący mogli finansowo awansować bez konieczności przypodobania się administracyjnym przełożonym czy Krajowej Radzie Sądownictwa. To dałoby gwarancję większej niezawisłości sędziów. Warto przypomnieć sprawę sędziego Milewskiego, który również nadal orzeka (w prowokacji dziennikarskiej gotowy był wykonać telefoniczne polecenia z kancelarii premiera w sprawie śledztwa w aferze Amber Gold, stąd nazywany bywa w prasie „sędzią na telefon” – przyp. red.). Właśnie między innymi z powodu takich spraw chcemy zreformować postępowania dyscyplinarne sędziów i prokuratorów. Nie może być tak, by wewnętrzne korporacje – bez udziału czynników zewnętrznych i często wbrew interesowi społecznemu – decydowały o tym, czy prokurator lub sędzia dopuścił się przestępstwa i czy dochował godności zawodu.
    Jak pan chce to przeprowadzić?
    – Pomysły są różne. Można wprowadzić sądy składające się z przedstawicieli różnych zawodów prawniczych, a nie tylko jednego, jak to jest dotychczas. Do przemyślenia jest też ława przysięgłych pod przewodnictwem profesjonalnego prawnika, która rozstrzygałaby, czy sędzia lub prokurator dopuścili się przewinienia. Zastanawiamy się też nad powołaniem rzecznika dyscyplinarnego. Oczywiście postępowania takie muszą być jawne, pod pełną kontrolą społeczną.
    Nie czuje pan odpowiedzialności za to, że Komisja Europejska wszczęła procedurę praworządności wobec Polski po pańskim liście do wiceprzewodniczącego KE?
    – To nieprawda. Decyzję o wysłaniu listu podjęliśmy wieczorem 9 stycznia, gdy drogą nieformalną – ale nie przez kanały MSZ – uzyskaliśmy wiarygodną informację, że decyzja Komisji została już de facto uzgodniona. Dowiedzieliśmy się, że KE jedynie dla formalności zajmie się sprawą i 12 stycznia ogłosi decyzję. 9 stycznia zachodnie media, np. niemiecki weekendowy „FAZ”, informowały o tym, że decyzja już zapadła, a nawet opisywały kulisy jej podjęcia. Jeśli zaś idzie o nieprzyjazne działania wobec naszego kraju, to niektórym politykom w Europie bardzo trudno jest zaakceptować fakt, że ich sojusznicy w Polsce przegrali wybory. A takie są przecież prawa demokracji. Gdy weźmiemy po uwagę deklaracje rzecznika poprzedniego rządu, że Polska jest gotowa „przyjąć na klatę” każdą liczbę uchodźców, to niezadowolenie na europejskich salonach ze zmiany w Polsce będzie bardziej zrozumiałe. Nie wspomnę już o ochronie przez poprzedni rząd PO-PSL interesów zachodnich banków i korporacji. Natomiast tym wszystkim, którzy w Polsce namawiają nas do potulności wobec KE i nie działają w złej wierze, warto przypomnieć starą mądrość ludową: „na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą…”.
    Poczytałaś sobie?, z pozdro Kaz.

Możliwość komentowania jest wyłączona.